K A T A R Z Y N A
І
Ej! kochajcie, czarnobrewki,
Ale nie Moskala:
Moskal tylko serca zrani,
Dusze porozżala.
Swem kochaniem, czy udaniem,
Pożartuje srogo,
Pójdzie w swoję Moskiewszczyznę,
A ty giń, niebogo!
Nicby jeszcze gdyby sama,
Skamieniała głazem,
A to nieraz stara matka,
Musi ginąć razem.
Nieraz, nieraz serce pęka,
Choć się pieśni nocą;
Ludzie serca nie spytają,
A kamieniem rzucą.
Więc kochajcie czarnobrewki
Tylko nie Moskala:
Moskal tylko serce zrani,
Potem się przechwala.
Katarzyna ojca, matki
Głosu nie rozumie,
A Moskala pokochała,
Jak tam serce umie;
I do sadu z młodym chodzi,
I na pierś się garnie,
Póki swojej biednej doli
Nie zgubiła marnie.
Ot, bywało, matka woła:
«Córko! na wueczerzę!»
Ona syta ze swym lubym,
Ani sen ją bierze.
I ta miłość jawną była
W oczach całej wioski,
I poczęli już źli ludzie
Puszczać zle pogłoski.
A niech sobie źli tam ludzie,
Co ich wola, plotą;
Ona kocha — serce pełne,
To i mniejsza o to!
Zabębnili, zatrąbili
W wojskowej komendzie;
Moskal poszedł w Turecczyznę;
Cóż z dziewczyną będzie?
A choć serce się pokryło
Jakby kirem grubym,
Miło czasem i zaśpiewać
1 tęsknić za lubym.
On się zaklął, zaprzysięga!
Swojej Katarzynie,
Ze powróci, jeśli w bitwie
Kula go ominie.
«On tak kocha! — onby nie chciał
Zwodzić mię w obłudzie,
A tymczasem— co ich wola,
Nich gadają ludzie.
Katarzyna łzy ociera,
W sercu jej swobodniej,
Choć dziewczęta na ulicy,
Coś tam stronią od niej.
Katarzyna myśli sobie:
«Bóg wie co im chce się?»
О północy wiadra bierze
I wodę przyniesie.
Niech wrogowie nie zobaczą,
Wszak blizko krynica;
Stanie sobie pod kaliną,
I zaśpiewa Hryca.
Aż kalina się rozpłacze,
Kiedy ją wysłucha;
Ona wraca — niewidziana
Od żywego ducha.
Katarzyna błogo marzy
Do snu się układłszy,
Lub ubrana w białą odzież
Przez okienko patrzy.
Minął miesiąc, minął drugi,
Minęło półrocze,
I krwią czarną okipiało
Jej serce ochocze.
Przyszła boleść.. . ciężka boleść,
I po krótkiej chwili,
Takie piękne jak aniołek,
Już dzieciątko kwili.
Już sąsiadka jedna, druga
I matce docina:
za piecem hodujecie
Moskiewskiego syna.»
Katarzyno! Katarzyno!
Nieba cię skarały:
Co ty biedna poczniesz w świecie,
I sierotka mały?
Ty bez męża ., . on bez ojca,
Co wy uczynicie?
Ojciec . . . matka . . . cudzy ludzie,
Ej! niedobre życie!
Wyzdrowiała Katarzyna,
Przejrzała po świecie,
Patrzy w okno na ulicę,
I kołysze dziecię.
Wyjdzie w ogród, by popłakać,
Do ziemi przypadłszy;
A zły człowiek przez częstokół,
Z urąganiem patrzy.
Tam w ogródku zielenieją
Czeresznie i wiśnie,
Wyszła biedna i niemowlę,
Do swych piersi ciśnie,
A w ogródku już nie śpiewa
Piosenek swobody,
Jako wtenczas, gdy przychodził
Jej kochanek młody.
Już nie śpiew7a w cieniu wiśni
I ciemnej kaliny,
Аtymczasem źli wrogowie,
Szarpią cześć dziewczyny.
Co ma począć nieszczęśliwa,
Ze jej serce ranią?
Gdyby miły wrócił z drogi,
Ująłby się za nią.
On daleko za górami,
Gdzieś się w boju trudzi,
Ani też jej niezobaczy,
Ni śmiechu złych ludzi.
Może leży za Dunajem
Między zabitemi,
Albo może kocha inną
Na moskiewskiej ziemi.
Nie .. . jćj luby niezabity
Na żadnej wojence;
Gdzie on znajdzie takie oczy,
Takie brwi dziewczęce!
Ghoćby schodził na kraj świata,
О płynął kraj morza,
Jedna tylko jest na świecie
Katarzyna hoża.
Dała matka czarne brewki,
Іczarne oczęta,
Lecz przy brewkach jasnej doli
Dać jćj nie pamięta,
А bez doli, piękne lice,
Jak piękny kwiat bywa:
Przyjdzie słońce i zapavi,
W icher poobrywa.
Myjże łzami białe lice,
I jęcz pokryjomu,
Bo Moskale inną drogą
Wrócili do domu.
ІІ
Siedzi ojciec w końcu stołu,
Na rękach pochyły,
Ciężko duma — bo staremu
Boży świat niemiły.
A opodal siedzi matka
Na dębowój skrzyni,
Cichym głosemgromi córkę
I wyrzuty czyni:
«Kiedyż przyjdzie, moja córko,
Wesele do chaty ?
Gdzie są drużki, starostowie?
Gdzie weselne swaty?
Idź na Moskwę, tam cię czeka
Godowa gromadka;
Ale niemów dobrym ludziom,
Żem ja twoja matka.
О! przeklęta ta godzina,
Co cię na świat zsyła!
Czemum ciebie jasnym wschodem
W rzecze nietopiła?
Nie przyszłoby na niesławę
I na hańbę w świecie. . .
Moja córko! moja córko!
Moj różanny kwiecie!
Hodowałam jak ptaszynę,
Jak kraśną jagodę,
Na cóż teraz, na cóż przyszły
Twoja lata młodę ?
Idź na Moskwę szukać teści,
Idź sobie za morze!
Niesłuchałaś mojej rady,
Jej posłuchasz może.
Idź, przywitaj, oni ciebie
Przyjmą najgoręcej;
Idź na Moskwę, bądź szczęśliwą,
Lecz niewracaj więcej.
Ruszaj sobie w cudzą stronę,
Na kraj świata boży.
Lecz któż tutaj moję głowę,
Do trumny położy?
Kto zapłacze łzami dziecka
Nad matkę rodzoną?»
«Кto posadzi na mogiło
Kalinę czerwoną ?
Kto choć jeden pacierz zmówi
Za mą grzeszną duszę ? . . .
Och ! ,.. idź córko nieszczęśliwa,
Ja wyrzec się muszę !o
Kończy mówić, łzy ociera,
Coraz bardzićj blada,
Błogosławi. . . i na skrzynię,
Bezprzytomna pada.
— No ! powiada ojciec stary,
Gotuj się do drogi!»
Katarzyna rycząc padła,
Pod ojcowskie nogi:
Och przebaczcie nierozumnej
Młode jćj swawole!
Przebacz ojcze! mój gołąbku,
Mój jasny sokole!
—Niech twa dola dobrych ludzi,
Do litości wzruszy,
Modl się córko, i idź z Bogiem,
Będzie lżćj na duszy!»
Córka wstała, pokłon Mała,
Wyszła milcząc z chaty:
Już sierotą stara matka
I ojciec brodaty.
Wyszła z chaty, i do Boga
Modlitwę posyła,
I rodzinnśj szczyptę ziemi
W szkaplerzu zaszyła.
»Oeh niewrócę już, niewrócę
Ani tutaj błizko!
W cudzej stronie, cudzy ludzie
Dadzą przytulisko.
Swojej ziemi clioc garsteczkę,
Ja zabiorę rada,
Niech o mojej gorzkiej doli
Ludziom rozpowiada.
Niemów, synu, gdzie się zwrócę,
Szanuj me ukrycie.. .
Ot kto powie! — sad wiśniowy,
Zetn ci dała życie.
Ja uciekę, wpadnę w rzekę,
Zalać piersi strute;
Ty sieroctwem za me grzechy
Odbędziesz pokutę!»
Idzie wioskąj nieszczęśliwa
Szukać doli w świecie;
Na je j głowie biała chusta,
A na rękach dziecię.
Wyszła z wioski — iść potrzeba
Оchlebie żebraczym,
Obróciła nazad oczy,
І ryknęła płaczem.
Wyszła w pole — i stanęła,
Jak samotne drzewa,
I jak rosa przed jutrzenką,
Łzami się zalewa.
A dziecina jak amolez,
Niezna swej aniołek
Jedną rączką piersi szuka,
A drugą swawoli.
Słońce zaszło za dąbrowę,
Niebo pokraśniało,—
Ona z łez otarła oczy,
I wędruje śmiało.
A na wiosce, jak na świecie,
Bajali co chcieli;
Ale ojciec, ale matka,
Tych słów niesłyszeli.
Tak na świecie na tym świecie
Bywa zawsze prawie
Ludzie ludzi rzną i topią,
I gubią na sławie.
Za co? za co, miły Boże,
Te brzydkie obmowy?
Świat szeroki — ale niema,
Gdzie przytulić głowy.
Jeden w świecie ma obszary
Szerokie i szumne;
Drugi miejsca tylko tyle,
Gdzie zakopać trumnę.
Gdzież ci ludzie, co to serce ,
Dla nich się odsłania,
yóby chciało, bić ogniście
I topnieć z kochania?
Jest na swiecie dola,
Ale któż ją zbada?
Jest na swiecie wola,
Lecz któż ją posiada?
Są na swiecie ludzie,
Kjjórym świat się dziwi,
Syci srebra, złota,
Ale nieszczęśliwi.
Aupan ich podszyty
Ciernistemi igły,
Szarpie ból ukryty,
Ale łzy zastygły.
Вierzcie srebro złoto,
I bądźcie bogacze,
Dla mnie żal z tęsknotą,
Ja tylko zapłaczę.
Zatopię niedolę
Moją łzą niebogą,
Zadepcę niewolę,
Moją bosą nogą!
Bogatszy-m od króla,
Próżność mię niełechce,
Kiedy serce hula,
Jako samo zechce.
ІІІ
Krzyczy sowa nad lasami,
Iskrzy niebo gwiazdeczkami,
A gdzie droga, a gdzie niwa,
Konik polny pobrząkiwa.
A po chatach dobrzy ludzie
Spoczywają po swym trudzie:
Czy kto płaczem piersi znużył,
Czy kto szczęścia swego użył,
Dla każdego jednakowa
Ciemna nocka wszystko schowa,
Gdzież ukryła Katarzynę?
Czy w lesistą gdzie gęstwinę?
Czy ją w chatę ludzie zową?
Czy pod kopą śpi zbożową?
Сzy na kłodę gdzieś przypadłszy,
Wilczych oczu pilnie patrzy,
Oczki czarne z ognia siłą,
Bogdaj nigdy was niebyło!
Jeśli przez was — dobre nieba!
Tyle klęski zażyć trzeba.
A co potem jeszcze czeka?
Będzie bieda niedaleka.
Trzeba przebyć żółte piaski,
Ludzkie laski i niełaski,
Trzeba przebyć białe śniegi,
Na pustyni mieć noclegi,
I to jeszcze zgadnąć sztuka,
Czy się znajdzie kogo szuka?
Czy on biedną pozna przecię?
Czy przygarnie swoje dziecię?
Przy nimby się zapomniały
Piaski, śniegi i trud cały.
Niech matczynem sercem wita,
Po bratersku zdrowia spyta!
Zobaczymy . . . daj to Boże!
Ja tymczasem kobzę złożę,
I rozpytam się po przedzie,
Odzie na Moskwę droga wiedzie?
Znam tę drogę, znam dowodnie,
Jak pomyślisz — serce chłodnie!
Ja zmierzyłem tamte smugi,
Bogdaj nieiść po raz drugi!
Ja bym mówił dziwne rzeczy,
Lecz niejeden mi zaprzeczy,
Nazwie kłamstwem mą gawędę,
(Naturalnie — gdy niebędę).
Wasza prawda, panie bracie,
Na co zresztą wiedzieć macie?
Niepotrzebnie marnym płaczem,
Mam zawodzić przed słuchaczem,
Każdy nosi żal swój skryty,
Własnćj biedy każdy syty,
Dajcie lulkę i krzesiwo,
Myśl przepędzić frasobliwą,
Bo się w nocnćjgwarząc porze,
Czarna mara przyśnić może.
Ot powróćmy gdzie osnowa,
Katarzyna gdzie się chowa.
Tam za Dnieprem, za Kijowem,
Tam za borem, za sosnowym,
Tam drużyna szła czumacza,
Wyśpiewując pieśń Puhacza.
Tamże młoda szła niewiastą
Z kijowskiego pewnie miasta,
Gdzie do cerkwi i Pieczary
Szła odprawić swe ofiary.
Lecz ma postać niewesołą,
Pochyliła smutnie czoło,
A jćj odzież to łachmana,
A przez plecy torba lniana,
W jednej ręce kij pielgrzyma,
A na drugiej dziecię trzyma.
Gdy się zeszła z karawaną,
Kryje dziecię w szmatkę lnianą:—
«Dobrzy ludzie, ej dla Boga!
W Moskiewszczyznę gdzie tu droga? —
W Moskiewszczyznę?.. tam do kata,
Ej! to jeszcze kawał świata!»
—W samą Moskwę .. . wskażcie drogę,
I obdarzcie czćm niebogę!»
Miedzianego dali szaha;
Brać, czy niebrać? dłoń się waha,
Snadź żebraczka jeszcze dzika,
Do jałmużny nieprzywyka.
Bo i na cóż grogźniebodze?
Ale dziecię karmić w drodze,
Trzeba kupić mu kołaczy,
Trzeba przenieść wstyd żebraczy:
Więc dziękuje za ich dary,
Spieszy na noc na Browary,
А w Browarach broniąc głodu,
Kupi dziecku kołacz z miodu.
Tak wędrując dni, tygodni,
Pyta drogi u przychodni;
A powolny chód jej pieszy:
Gdy do wioski niedośpieszy,
Często, gęsto pod jedliną
W polu nocleg ma z dzieciną.
Ot do czego czarne oczy!
Aby płakać na uboczy.
Ej! dziewczęta niebożęta,
Niechaj każda to pamięta,
A za przykład złój podróży
Katarzyna niech wam służy.
Niepytajcie! czemu tłuszcza,
I do chaty jćj niewpuszcza,
A nie skarżcie wyrzutami,
Bo niewiedzą ludzie sami:
Oni tylko są szafarze,
Kiedy Pan Bóg kogo karze.
Bo to człowiek jak wierzbina,
Gdzie wiatr wieje, tam się zgina;
A sieroce złe koleje,
Słońce świeci, lecz niegrzeje.
Gdyby mogli ludzie mili,
Toby słońce zasłonili,
Zeby promień jego złoty
Nieosuszał łez sieroty.
Jakaż wina u niebogi?
Za co dla niej świat tak srogi?
Nienawiścią jakąś pała,
Chce koniecznie, by płakała.
Niepłacz . . . niepłacz Katarzyno!
Niech przy ludziach łzy niepłyną;
A kiedy się płakać zdarzv,
Niech niewidzą twojej twarzy.
By ci lice niezmarniało,
Zmywaj łzami twarz twą białą;
Ale idź gdzie puszcza skryta,
Póki słońce niewyświta:
To i ludzie niezobaczą,
Nieposzydzą nad rozpaczą;
A nim oczko się wyszlocha,
To odpocznie serce trocha.
Przenocuje przy jedlinie,
Trochę piersi da dziecinie,
I jak tylko siły zmogą,
W kraj moskiewski idzie drogą.
Іdzie smutna — a wtem baczy,
Ze zdaleka coś majaczy:
Boże! wojska idą roty!..
Zamarł w piersiach duch sieroty. . .
Serce kipi . . . rwie się z łona,
Bieży naprzód jak szalona. . .
I żołnierzom prawi dziwy :
«Gdzie mój Janko czarnobrewy?
Czy on tutaj służy z wami?
Czy niezginął pod Turkami?
Powiadają jej Moskale:
— My nieznamy Janka wcale».
I zwyczajną drogą swoją,
Gorzkie żarty z biednej stroją.
«Z uchy m sze ! . . . oto sztuka
Ko (joz zołnierz nieoszuka?
Której dziewki, w jakiem siole
Nieu'ijwiedzie zolnierz w pole ?»
Katarzyna z bólem rzecze :
«U was serca nieczłowiecze ! . . .
Cyt mój synu ! pójdziem dalej,
Będziem jeszcze go pytali,
Aż w moskiewskie pojdziem bramy,
Może jeszcze go spotkamy.
Oddam ciebie dziecko lube,
Sama pójdę na zagubę.»
Zamieć w polu kręci, miecie,
Nic niewidać w bożym świecie.
Katarzyna stojąc w polu,
Niefołguje serca bolu.
Zmógł się wicher tajemniczy,
I gdzie - niegdzie tylko ryczy
Katarzynie dusza pała,
Lecz już wszystkie łzy wylała;
i na Izami zlane dziecię,
Jak na zlane rosą kwiecie,
Obróciła smutne oczy,
A gadzina serce toczy.
Na około cisz cmentarna,
A dokoła puszcza czarna,
A przy drodze, wedle boru,
Majaczeje dach futoru.
«Chodźmy synu — zmierzch na dworze,
Do tej chaty wpuszczą może,
A niewpuszczą, Pan Bóg z niemi,
Na wilgotnej zaśniem ziemi.
Gdzież ty będziesz spać,
Iwanie, Gdy na świecie mię niestanie?
Po igraszkach, po zabawie,
Z psem przylężesz gdzieś na trawie!
Z psami jednak lepsza rada,
Choć pokąsa, nieogada,
Nienarazi na obmowę
Nieszczęśliwą twoję głowę.
ІV
WIdler jęczy w różne tony,
Łamie drzewa w lesie,
Jak po morzu sine fale,
Śnieg po polu niesie.
Karbowniczy wyszedł z chaty,
Obejść swoje knieje :
Ale gdzie tam ? .. ani rady,
«Wicher gdzieś zawieje.
Niechaj puszczę licho bierze,
Wrócę do komina.
Ale cóż tam ? ćma żołnierzy
Zbliżać się poczyna.
Co za chmara!. . . co za chmara!»
A jak broń ich błyska!
Niby pilno im doprawdy,
Przysiąść do ogniska.
Niczyporze — rzekł do syna»
— Patrz, Moskale jadą,
A jak śnieg ich poubielał. ..
Jak łabędzi stado ! ..
U nich w chacie Katarzyna,
Nieśpi nieszczęśliwa,
Słyszy całą ich rozmowę,
I szybko się zrywa.
— Co! Moskale? gdzie Moskale?
Przy okienku stanie,
Jak szalona, bezprzytomna,
Leci na spotkanie.
Snadź Moskale jćj we znaki
Dali się nielada,
Bo i przez sen tylko wzdycha,
«Tylko o nich gada.
I przez chwasty, przez zasypy,
Zadyszana leci,
I stanęła na gościńcu
Wśród wichrów zamieci.
A żołnierze konno, rzędem,
Jadą według hasła;
Katarzyna ich ujrzała,
I w ręce zaklasła
A po przedzie starszy jedzie,
Okryty szarugą:
«Iwan ! . . Iwan ! . . och moj luby!»
Gdzieś bawił tak długo !?»
I do strzemion mu przypada
Szalona dziewczyna.
Iwan spojrzał— i konika
Ostrogami spina.
«Czy uciekasz?... cóż to znaczy,
Iwanie jedyny!
Czyż ci z głowy pamięć wyszła
Twojej Katarzyny!?
Spojrzyj tylko ... to ja . . . to ja,
Twoja ulubiona;
Po co gniewne marszczysz czoło
I targasz strzemiona?»
On udaje, że niezważa,
I chce pędzić dalej.
І «Marsz naprzód !» groźnym głosem
Mówi do Moskali.
— Ej! Iwanie! ej sokole
Nieopuszczę ciebie,
Jestem twoja Katarzyna,
na niebie!—
-«Daj mi pokój szalenico!
Hej! weźcie ją z drogi!
Jeszcze gniewnićj zmarszczył czoło,
I szarpnął ostrogi.
Co Iwanie !. .. ty mię rzucasz?»
Węzeł się rozprzęga ?
»A gdzież twoje dobre słowo?
Grdzie twoja przysięga?—
— Precz mi z drogi! hej żołnierze,
Zwleczcie ją do rowu»
Katarzyna, za strzemiona
Chwyciła go znowu:
— Ze mną czyń jak twoja łaska,
Ja zniosę męczarnie,
Ale dziecię ! .. nasze dziecię. ..
Czyż zaginie marnie?
Niegub Janku nas oboje,
Tak być niepowinno,
Ja ci będę najemnicą,
Kochaj sobie inną.
Kochaj sobie choć świat cały,
Niech się co chce stanic,
Ja zapomnę dawne lata
I nasze kochanie.
Tylko przykryj moję sławę
Imieniem twój żony,
«Bo syn będzie nieszczęśliwy,
Świat boży zgorszony.
Nieporzucisz syna luby,
Nieporzucisz przecię,
Pozwól... ja ci go przyniosę.. .
Co za piękne dziecię!»
I od kolan się odczepia,
I do chaty bieży,
Niesie dziecię otulone
W podartej olzieży.
— Patrz Iwanie!.. patrz na syna!»
Iwan już zdaleka...
«Ozyż doprawdy swej dzieciny
Ojciec się wyrzeka?
Poczekajcie . .. poczekajcie,
Sokoły żołnierze,
Niech z was który mego syna
Do siebie zabierze!
Czy oddajcie go starszynie
Waszego szeregu,
Bo jak ojciec bezlitosny,
łtzucę go na śniegu!»
I z rozpaczy wściekłym
krzykiem Przeklina Iwana :
Grzechem synu twa godzina,
Grzechem bjda dana.
«Rośniej, rośniej na śmiech ludzki,
Sierocino mała,
Zostań tutaj szukać ojca,
Jam długo szukała!
I przy drodze dziecię kładzie,
Sama w las ucieka,
A Moskali już za górą
Niewidać zdaleka.
A niemowlę dogorywa,
W niebogłosy krzyczy;
Szczęściem krzyki ze swój chaty
Posłyszał leśniczy.
Katarzyna biega, wyje,
Klnie swego sokoła,
I wybiegłszy na pagórek,
Po imieniu woła:
«Wróć się, wróć się drogi Janku,
Tak powinność każe!
Ale tylko leśne echo
Odzywa się w jarze.
Obłąkana bieży jarem,
Łapać echo może,
I stanęła bez pamięci
Przy więlkićm jeziorze,
«Przyjmićj Boże moję duszę,
Ty wodo me ciało!»
I na wodzie pod krą lodu
Coś zapluchotało.
Ot i kara, że niesłucha Matczynej porady,
A wiatr dmuchnął po jeziorze I zagładził ślady.
Mały wicher, co rwie dęby
I sośniny chyli,
Lżejsza boleść chować matkę,
W jej starości chwili.
Nie sieroty małe dzieci,
Co pogrzebły nianię,
Na mogiłach dobra pamięć,
Jeszcze pozostanie.
Lecz cóż temu pozostało
Do życia ostatka,
Kogo ojciec ani widział,
Wyrzekła się matka?
Ani chaty, ani rodu,
Ani dobrej sławy,
Nikt do niego niezagada,
Nie dzieli zabawy.
Szlochy, płacze całe życie,
Zal się Panie Boże,
Na co jemu twarz udatna,
I spojrzenia hoże?
Aby ludzie powiedzieli,
Patrząc w jego lice:
«Lepiejby go od kolebki
Pogrzebli rodzice!»
V
Do Kijowa szedł ubogi;
Na spoczynek siadł u drogi.
A prowodyr z drugiej strony,
Torebkami oczepiony,
Na słoneczku małe chłopię,
W żółtym piasku dołki kopie.
Stary kobzarz pieśnię pieje
O Jezusie z Galileje.
A kto idzie ten niezbacza,
Ten da grosza, ten kołacza
A niewiasty kromkę sera,
Dla młodego prowodyra.
Rozważają chłopca losy,
Chłopak piękny, nagi, bosy;
Wziął po matce wzrok sokoli,
Ale niewziął dobrój doli.
Z szumem pańska grzmi kolaska,
A woźnica z bicza trzaska,
А w kolasce pan i pani,
A na drodze pył tumani.
Przy żebraku niespodzianie,
Pozłocisty powóz stanie.
Dziecię bieży do kolaski,
Grosz dostało z pańskiej łaski;
Pan popatrzył na Iwanka,
Jakby jakaś niespodzianka. . .
Jakby coś mu myśli mroczy,
I odwraca w stronę oczy.
Piękna pani wzrok wytęża,
Na Iwanka, to na męża.
Och! zły ojciec poznał syna,
Z oczu matkę przypomina;
Ale milczy, rusza głową.
Pani spyta: jak cię zową?
Zwą mię Jankiem»—
«Ładnyś mały»
I rumaki poleciały,
Piękny powoź w zwir się kopie,
I kurzawą przykrył chłopię.
I włóczęgi torby biorą,
Przeżegnali się z pokorą,
I kijowskim bitym szlakiem,
Kobzarz powlókł się z chłopakiem.
Шевченко T. Г. Кобзар. / Перекл. з укр. Упоряд. В. Сирокомля.— Вільно, 1863.— 122 с.